
Puszek: (w głosie słychać niepokój) Mędrcze... Ciemność zimy minęła, ale nie czuję powiewu wolności, do którego tęskniliśmy nad rzeką. Zapach wosku i kadzidła jest ciężki, a te kolorowe wstążki, które nas oplatają, wydają mi się pętami. Czy to nasz koniec?
Mędrzec: (spokojnym, głębokim głosem) Nie lękaj się! To nie jest koniec, ale początek. Te więzy to nie pęta. Dzisiaj przestajemy być zwykłą wikliną, a stajemy się symbolem.
Puszek: Symbolem czego? Słyszę tylko tłum i widzę, jak inne gałązki wznoszą się wysoko, jakby chciały przebić sklepienie. Po co nas ścięto, gdy soki zaczynają tętnić w nas życiem?
Mędrzec: Ludzie nazywają nas „palmami”. Przynieśli nas tutaj, by upamiętnić chwilę, gdy Jezus wjeżdżał na osiołku do Jerozolimy. My, polskie wierzby – odporne na mrozy i kochające życie – zastępujemy tamte egzotyczne liście. Jesteśmy znakiem zwycięstwa nad śmiercią, bo budzimy się jako pierwsze... gdy ziemia jeszcze śpi.
Puszek: (z rosnącym zrozumieniem) Więc te barwne kwiaty i zioła wokół nas... to nie są ozdoby bez znaczenia?
Mędrzec: Nie. To modlitwa i nadzieja, którą ludzie w nas wpletli. Wkrótce nadejdzie chwila pokropienia. Woda święcona spadnie na nas, a my wpijemy ją w siebie. Wtedy staniemy się strażnikami. Ty, jako najmłodszy i najczystszy, będziesz nosić w sobie siłę błogosławieństwa.
Puszek: Cóż mam czynić jako strażnik?
Mędrzec: Staniesz za świętym obrazem w ich domu. Przez cały rok będziesz czuwać nad ich snem i trudem. Będziesz musiał odpędzać burze, lęki i zwątpienie. Ludzie będą na nas patrzeć, szukając otuchy, bo jesteśmy tarczą ich wiary. Bądź gotów. Puszku, jesteś wierzbą – jesteś niezniszczalny.
Puszek: (milknie na chwilę, czując powagę chwili) Rozumiem. Będę trwał, dla nich.
Mędrzec: Ciii... procesja rusza. Przygotuj swoje serce.
Zdjecie
Małgorzata Gula







